piątek, 5 kwietnia 2013

V; Pozory

Dziewczyna jednym zgrabnym, kocim ruchem podniosła się z klęczek i ukradkiem wytarła ręce w najbliżej leżącą szmatę. Niestety, nie dość szybko.
- Ej! Co ty tam robisz z moją kurt... Elliott! - krzyknął, na dobre rozeźlony. - Do diabła, mówiłem ze sto razy! Sama będziesz ją czyścić!
Dziewczyna spojrzała na umorusane błotem ręce i poplamione okrycie wierzchnie towarzysza.
- Ależ, Drake! Jak możesz! Przecież teraz masz najnowszy styl- artystyczny nieład! - odparła niewinnym głosem.
Wyraźnie go zatkało. Mruknął coś gniewnie i chwycił swoją kurtkę, jedną ręką próbując strzepnąć zakrzepłe już błoto. Wymamrotał coś, co zapewne nie nadaje się do druku, i ze złością rzucił ubranie w kąt.
Dziewczyna uśmiechnęła się. Ostatnio jej natura bardzo dawała jej się we znaki, i próbowała odzyskać normalność zaczepkami. Miała nadzieję, że Drake nie zauważy zmian, jakie zajdą... Już niedługo. Często dokuczała towarzyszowi, maskując strach i niepewność. Nie może się dowiedzieć...
Nie wiedziała, że kiedy śpi, Drake, codziennie siada obok niej, zapamiętując każdy cal jej twarzy. Uśmiech pali mu duszę wolnego buntownika, a ukryty głęboko w kieszeni kosmyk ciemnych włosów uwiera samą obecnością.
Próbował nauczyć się jej na pamięć, bo doskonale wiedział, jak ulotne potrafi być życie. Zwłaszcza... Życie renegata. Czy renegatki. W Głębi. Pełnej Styksów. I Graniczników.
Tak więc był zdecydowany "w razie czego" podjąć odpowiednią decyzję, dać jej czas i szansę... Ale tylko ucieczki. A zanim to nastąpi, chciał wykorzystać każdą chwilę. Może zostało ich zbyt mało...
Dziewczyna przeciągnęła się, czując delikatny ból pomiędzy łopatkami. Ostatnio nawet noszenie cięższej broni stało się udręką- ale wiedziała, że dwa, trzy miesiące, i najgorszy czas przeminie... By nigdy nie wrócić. A przynajmniej taką miała nadzieję.
Zerknęła w bok. Był czas jej warty, siedziała przy ognisku. Cicho jak cień podeszła bliżej płomieni, sięgając po zabrudzoną kurtkę. Cierpliwie zamoczyła kawałek szmaty w wodzie, rozcierając materiał dłońmi. Był przyjemnie szorstki, po dziesiątym razie zadrapał jej skórę do krwi, ale nawet tego nie zauważyła. Gdy skończyła, ręce były solidnie poobcierane, a kurtka- wyczyszczona z każdej plamki.
Ciemna postać przesłoniła płomienie, gdy Drake otworzył leniwie jedno oko. Wyostrzył wzrok i rozpoznał swoją kurtkę, oraz drobną dłoń pracowicie trącą materiał o materiał. Ściągnął usta, powstrzymując uśmiech, popatrzył na cień ognia... I zamknął oko, zapadając w czujny sen.
Zbudziła go godzinę później, niż było to zaplanowane.
- Zagapiłam się! - tłumaczyła się.
- Ale, dla mnie to nawet lepiej! Ale... Na przyszłość lepiej nie zapomniaj.
Elliott zwinęła się w kłębek na skale, z której dopiero co wstał jej towarzysz. Miejsce nadal było ciepłe, więc przyłożyła policzek do rozgrzanego minerału. Usnęła w mgnieniu oka, a z nią wszystkie obawy.
Drake przysiadł niedaleko, wpatrując się w ciemny otwór jaskinii. Jeszcze kilka dni i Styksom znudzi się bezustanna warta pod drzwiami labiryntu. A wtedy opuszczą zimne, ale bezpieczne groty, wyruszając na spotkanie ryzyku. Było jego drugą twarzą i drugim imieniem, a teraz przechodziło to także na Elliott.
Omiótł uważnym spojrzeniem całą jaskinię, po czym cicho przesunął się w stronę ognia. Było zimno, a nie chciał zakładać kurtki. Gdy zlustrował każdy stalaktyt i każdy kamień, zatrzymał wzrok na nieregularnej sylwetce śpiącej na skale. W myślach dokonywał oceny sytuacji. Z której strony nie patrząc, wyglądała, przynajmniej dla niego, beznadziejnie. Jeśli się nie pomylą lub pomylą, prędzej czy później umrą. Nieważne, które pierwsze- Drake wiedział, że jeśli zginęłaby Elliott, wystarczyłaby chwila. Sekunda i pociągnięfie zawleczki- i koniec brawurowej bohaterkości.
Dałby jej się poświęcić. Bez wahania rzuciłby bombę, gdyby to ona miała "klucz dostępu". Bo Drake już taki był- buntownik, nawet pod względem kierowania się sercem. Oddałby jej ostatni granat, wbijając sobie nóż w serce. W pewnym sensie romantyczne... Nie, w żadnym. A mimo to dokładnie tak by zrobił.
Wstał, przeciągnął się i podszedł do Elliott. Bezlitośnie potrząsnął jej ramionami, gwałtownie wyrywając dziewczynę z objęć Morfeusza.
- Pff. - mruknęła, rozespana. - Pff. Tak bym chciała...
Nie dokończyła. Powieki same opadły, a ona z powrotem osunęła się na ziemię.
Drake westchnął, popatrzył z dezaprobatą, obiecał sobie, że to ostatni raz, po czym podniósł świeżo wyczyszczoną kurtkę. Pozwolił, by spadła, przykrywając towarzyszkę. Nawet nie drgnęła, gdy poprawił rękaw.
Popatrzył na jej kamienną twarz, fuknął ze złością i oddalił się, siadając przy ognisku. Jedyną myślą były najbrutalniejsze sposoby pobudki, jakie znał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz