Zbliżała się północ. Ta szczególna minuta, gdy lampy gasły na sekundę, zapalając się już nowego dnia. Dziewczyna o krótkich, ciemnych włosach siedziała przy ognisku, do bólu wytężając wzrok.
Niepotrzebnie.
- Jestem. - powiedział ktoś za jej plecami.
Mężczyzna stał kilka kroków za nią, przez ramię miał przewieszone coś zającopodobnego, a w oczach kpinę. Dała się tak łatwo podejść. Zacisnęła tylko zęby, godząc się z kolejną porażką. Wstała. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić do tego, co powiedział jej tamtej pamiętnej nocy. I wciąż nie mogła pozbyć się tego wrażenia...
Że on wie. Mimo jej usilnych starań, wie o wszystkim. Ale to było niemożliwe.
Jeśli się dowie, zabije ją.
- Musisz?
- Muszę. - odparł, szczerząc zęby w ten irytujący, kpiący sposób. Jakby była małym dzieckiem.
Westchnęła. Tak było, jest, i będzie. I to właśnie uwielbiała. Stale ten sam rytm dnia dawał jej względne poczucie bezpieczeństwa, nie musiała martwić się, że jej towarzysz nie wraca. Każde z nich było zawsze na swoim miejscu, tam, gdzie powinno.
Mimo wszystko musiała wiedzieć.
- Drake... Posłuchaj. Bo, widzisz...
- Hmm? - podniósł wzrok znad oprawianej zwierzyny.
- Ostatnio odnoszę takie wrażenie... Taka głupia myśl... Że ty...
- Nie, nie mam wady słuchu, możesz mówić ciągiem.
Znowu westchnęła. Dlaczego on wszystko utrudniał?
Ale... Co jeśli nic nie wie, a ona się zdradzi? Jeśli wie, ale myśli że one sobie nie zdaje z tego sprawy? Nie.
- Już nic, przypomniałam już sobie.
- Aha. - bez zainteresowania wrócił do przerwanego zajęcia. Starała się go zrozumieć, ale z Drake'em było ciężko. Wściekał się, by po chwili zaproponować jakąś czynność na następny dzień. Milczał w zadumie godzinami, po czym bez słowa wyjaśnienia wychodził, a dziewczyna mogła się tylko domyślać, gdzie.
Teraz dokończył oprawianie, otrzepał ręce i rzucił:
- No? Zamierzasz mi powiedzieć, czy dać mi uschnąć z ciekawości?
Nienawidziła tych chwil, gdy kpił z niej w żywe oczy. Być może rzeczywiście był ciekawy, ale drwina zabolała ją jak policzek. Wyprostowała się.
- A schnij.
Roześmiał się- przez jego głowę przemknęły setki myśli.
- Tak chcesz mi się odwdzięczyć za to wszystko, co zrobiłem? - machną ręką dookoła.
- Gdy to "wszystko" robiłeś, mnie nie było w planach. - najeżyła się Elliott.
Drake znowu parsknął śmiechem.
- Mówisz tak, jakbyś była niechcianym dzieckiem.
- A nie jestem?
- Sama sobie odpowiedz. - rzucił niedbale, za maską obojętności ukrywając uśmiech.
Elliott odebrała to inaczej. Patrząc na chłodny wyraz twarzy towarzyszam, ciężko było nazwać go przyjacielem, mimo wszystkich trudów, jakie razem przeszli. Gdy patrzyła mu w oczy, i nie widziała nic- miała swoją odpowiedź. Cofnęła ręce od ogniska, pozwalając, by chłód wziął je w posiadanie. I tak zawładnął już jej duszą.
Chłód, oczywiście.
Drake zauważył, że dziewczyna wyraźnie posmutniała, a był to jeden z niewielu widoków, jak ogromna ciotka Catelyn, gdy całowała go podczas spotkań rodzinnych, których nie mógł znieść. Chciał chociaż spróbować, jak wygląda współczucie, przyjaźń... Coś takiego. Tymczasem chował się pod pozorami odpychających min, nienawidząc sam siebie.
Ale taki już był. "Taki mój urok"- pomyślał z goryczą.
Nie zauważył nawet, jak Elliott odeszła od ognia. Na Boga, potrafiła już skradać się niemal tak dobrze jak on! Znowu ogarnęło go to głupie, bezpodstawne poczucie winy. Powoli pochłaniało jego serce, wypominając każdą drwinę i każdy śmiech.
Ale zaraz- czy niezależny, zbuntowany renegat ze środka Ziemi ma serce? I sumienie? A jeśli nawet, od kiedy go słucha?
Kierując się właśnie taką logiką, doszedł do wniosku, że nigdy. Tak więc ten wątpliwy zając piekł się dosyć apetycznie, a noc wyciągała mroźne macki. Zdejmując mięso z ognia, podsycił płomień.
- Obiad! - zawołał, i natychmiast poczuł się jak idiota. No tak, zrobili z niego kucharkę.
- Do diabła, chyba faktycznie się starzeję. - mruknął, dosalając potrawkę. - No, ile mam czekać? - krzyknął ze złością.
_____________________________________________
Dzisiaj już sobota o_O . Więc życzę wszystkim tym ninjom, którzy może jednak odwiedzają bloga po prostu Wesołych Świąt. Konkrety sobie dopowiedzcie, słodkiego baranka, i tak dalej. Tak więc wesołego jajka ;))
sobota, 30 marca 2013
środa, 27 marca 2013
II ; Prawie Kolonistka
***
Dziewczyna siedząca na
kamieniu chwyciła długie nożyce w ręce i uniosła do głowy. Zza rdzy wyglądał
dawny błysk stali, delikatnie fosforyzował w nocnym powietrzu. Była tu sama, jej
towarzysz wyruszył na polowanie.
Z trudem rozwarła dwa
ostrza nożyc i przyłożyła je do włosów. Z całą siłą, na jaką było ją stać, nacisnęła
i ucięła długie loki tuż za uchem. Jeden raz, drugi, trzeci… Szlag. Ostra jak
brzytwa stal wymknęła jej się z ręki, rozcinając na sporej długości skórę
głowy, zdobiąc nową fryzurę krwawymi pasemkami. Od razu zorientowała się, że
rana jest tylko powierzchowna- dokończyła ścinanie i niedbale obwiązała głowę
czystymi szmatkami, które prawie natychmiast przybrały barwę rubinu. Elliott
popatrzyła ze smutkiem na leżące wokół pukle i delikatnie przesunęła ręką po
krótkich włosach. Westchnęła. Dzień był długi, a zmartwienia, które przyniósł,
były wystarczające, by poczuła się senna. Powieki zaczęły jej ciążyć,
bezwiednie zwinęła się w kłębek na skale, i, zapominając o warcie, zapadła w
sen.
***
Mężczyzna cicho jak
cień wsunął się do groty. „Dobrze zamaskowana”- pomyślał. Dotknął lufy broni,
którą jak zawsze miał za pasem, uspakajając się znajomym chłodem stali.
Jaskinia wyglądała na opustoszałą. Nie było tu żadnych śladów bytności. Wziął
głęboki oddech i zeskoczył z występu na załamaniu stalagnatów, miękko lądując
na nogach.
Od razu wyczuł, że coś
się stało. Cisza panująca między roznoszącymi echo ścianami była martwą ciszą. Uważnie
rozejrzał się wokół, wyglądając drobnej sylwetki dziewczyny. Nigdzie jej nie
było. Tknięty złym przeczuciem, ruszył na obchód jaskini.
Dostrzegł ją za ich
małym obozowiskiem, skuloną na gołej skale. Twarz mu się ściągnęła. Zeszła z
warty. Drugi tak niewybaczalny błąd, drugi dzisiaj, kolejny w ogóle. Zmarszczył
brwi, już tylko gniew hamował go w postanowieniu urządzenia zimnej pobudki. Już
miał to zrobić, gdy nagle usłyszał dziwny dźwięk. Z oddali dobiegło cichutkie
chłeptanie, jak kot, którego nigdy nie miał. Tylko… Inne.
Natychmiast ruszył w
tamtą stronę, a po chwili ujrzał widok, od którego zrobiło mu się niedobrze.
Spory szczur siedział w kałuży krwi, pijąc ją z głośnym mlaskaniem. Jego długi,
łysy ogon był czerwony. Pyszczek bezokiego gryzonia był cały ubrudzony,
wyczuwszy renegata, z niewiarygodną szybkością przebiegł kilkanaście metrów,
ginąc w cieniu jaskini.
Poczuł mdłości, gdy,
wytężając wzrok, zauważył, że kałuża cienką strużką prowadzi do Elliott.
Doskoczył do
dziewczyny, klękając przy niej. Nie poruszyła się, zwykle tak czujna. Jej głowa
pozawijana była prowizorycznymi bandażami, większość przesiąkła krwią. Patrzył
na nią, a jego twarz nie wyrażała nic. Zwykle beznamiętna, teraz stała się
obliczem martwego człowieka.
Klęczał tak jeszcze
przez kilkanaście minut, wpatrując się w podłogę wzrokiem bez wyrazu. Usta mu
zadrgały- jedyny objaw uczuć, na jaki było go stać… Podświadomie wyciągnął
rękę, chwytając jeden z obciętych kosmyków, leżących wokół. Zacisnął palce,
miękkie loki łaskotały jego dłoń. Nie czuł tego; nie potrafił tego czuć. Nie
teraz.
Siedział tak w
bezruchu, gdy nagle spostrzegł kątem oka jakiś ruch. Zdumiony, podniósł głowę-
klatka piersiowa Elliott unosiła się rytmicznie, a ręka delikatnie drgała,
jakby śniły się jej koszmary.
Najpierw był gniew.
Najpierw miał ochotę krzyczeć tak, jak jeszcze nigdy nie krzyczał, za tę
niepewność, za tę rozpacz, za chwile, w których chciał umrzeć… Jego dusza
krzyczała.
Potem nastąpiła ulga.
Gdy uspokoił zmysły, zalała go wszechogarniająca ulga. Wszystko teraz nie
znaczyło nic.
Gdy emocje ustąpiły,
wrócił zdrowy rozsądek. Wypuścił z zaciśniętych palców ścięte loki, jego umysł
pracował na przyspieszonych obrotach. Wczoraj upokorzył ją tak bardzo, że za
wszelką cenę chciała być bardziej… Odważna? To odwagi chciała sobie dodać?
Pewnie myślała, że jeśli upodobni się wyglądem do typowej Kolonistki, będzie
jej łatwiej. Nic z tego- jego nigdy nie oszuka, nie w ten sposób.
Zauważył niewielką
linię, czystą strużkę na jej umorusanej buzi. Musiała płakać, ale pewnie przez
sen. Elliott nigdy nie płakała, nie ona.
Odsuwał od siebie
prawdę tak daleko, jak się dało. Nie dopuszczał do siebie wstydu, żadnych
silniejszych emocji. Po prostu wstał i odszedł w kierunku ogniska.
Gdy wszedł przypadkiem
na rozżarzony kawałek drewienka, zawrócił. Cicho jak cień schylił się, chwycił
ten sam pomięty kosmyk włosów i wsadził do kieszeni. Ukradkiem rozejrzał się,
ale przecież nie było tu nikogo, z wyjątkiem tamtego szczura. Nonszalanckim
krokiem ruszył w stronę przyszłej kolacji, którą przyniósł ze sobą.
Elliott spała.
wtorek, 26 marca 2013
I ; Pomyłka
***
Zapadła ciemność. Nic nie zakłócało idealnej ciszy nocy, nic nie kradło jej uroku. Wszystko tonęło w aksamitnej czerni.
Do czasu.
Trzasnęła gałązka. Dziewczyna zaklęła pod nosem, kręcąc gwałtownie gałką noktowizora. Usłyszała ciche cmoknięcie- wiedziała, że wyraża dezaprobatę. Jej towarzysz skrzywił usta, nasłuchując. Wiedziała też, że w tej chwili przekreśliła wszelkie ich plany. Nadal nie potrafiła poruszać się w tak absolutnej ciszy, jak on. Mimo to zamarła w bezruchu, nauczona doświadczeniem. Gdy dotrą do obozu, na pewno dostanie za swoje. Ale na razie musieli martwić się o to, czy dotrą.
Nie musiała patrzeć na jego twarz, by domyślić się, co ma zrobić. Zwinnie jak kotka przesunęła się z jednego cienia do drugiego, po kilku sekundach docierając do jaskini. Stopiła się ze ścianą, w myślach modląc się, żeby wszystko poszło dobrze. Żeby...
Jej rozmyślania przerwał huk wystrzału. Serce jej zamarło. Mają go. Wszystko przez jej głupotę... Z oddali dobiegło ujadanie psów. Wyły, łapały trop. Zaschło jej w gardle z przerażenia, gdy jeden z nich, wyraźnie widoczny na tle księżyca, zawył do pełni, swoim krzykiem zagłuszając pozostałe.
Skarga nieznanego, zniewolonego stworzenia rozszerzyła jej źrenice. Wciąż pozostawała w bezruchu, licząc na to, że muł i błoto skutecznie ją zamaskują.
I wtedy poczuła, jak czyjaś dłoń zaciska się na jej przedramieniu. Zmartwiała. Silna ręka pociągnęła ją do tyłu, a prawie niesłyszalny głos wyszeptał:
- Koniec zabawy, zmywamy się.
Nawet nie drgnęła, ale z jej serca spadł ogromny kamień. Żyje. Otarła łzy, które nie zdążyły spaść. Starała się wytrzeć je szybko, ale i tak usłyszała ciche prychnięcie z tyłu. Uśmiechnęła się, chociaż wycie psów przybliżało się coraz bardziej.
- Chodź. - szepnął. Zagłębił się dalej w jaskinię, zdecydowanie stawiając kroki. Nigdy wcześniej nie była tutaj, ale widocznie jej towarzysz znał to miejsce.
Bezszelestnie podążyła za nim, rozsypując za sobą czarny proszek. Wypaliłby węch psom, które szłyby za nimi.
- Pospiesz się!
Dziewczyna ruszyła dalej, gdy nagle spostrzegła, że... Jej towarzysz zniknął. Wytężała wzrok z całej siły, podkręcając ostrość noktowizora.
- Tu jestem! Po lewej masz występ... Skacz!
Rozejrzała się wokół- po lewej ręce faktycznie miała wielki głaz, jakby wtopiony w skałę. Bez zastanowienie skoczyła. Przez te kilka miesięcy nauczyła się mu ufać.
Spadała przez kilka sekund, aż poczuła gwałtowne szarpnięcie. Runęła na jedno kolano, coś złowieszczo trzasnęło. Jednak zanim uderzyła głową o kolejny kamień, silne ręce podtrzymały ją i nie pozwoliły upaść. Z ulgą poddała się im, gdy postawił ją na nogi- była już tak przyzwyczajona do tych skórzanych rękawic i wystającej praktycznie zewsząd broni, że instynktownie reagowała na to spokojem.
Wiedziała, że specjalnie chwycił ją
dopiero po wywrotce. Mógł temu zapobiec, jak zawsze, ale jak zawsze postarał
się, żeby lekcja była skuteczna- a najlepszym nauczycielem jest ból. Tak więc
kolano bolało jak wszyscy diabli, ale zapamiętała- nigdy nie skacz na jedną
nogę. To się może źle skończyć.
- Czy… - zniżyła głos do szeptu.
- Nie musisz szeptać. Jesteśmy
bezpieczni. – przerwał jej.
Jesteśmy bezpieczni. Dwa najcudowniejsze
słowa, jakie usłyszała w życiu. Cudowne, cudownie nieprawdziwe. Nigdy nie byli.
- Co, tak bardzo boli? – zapytał,
nawet nie patrząc na twarz dziewczyny. Wyrażała troskę i cierpienie, ale
wiedziała, tak jak i on wiedział, że nie chodzi o nogę.
- Nie. Po prostu… Jestem na siebie
wściekła.
- I powinnaś. Zniszczyłaś całą
naszą misję. Teraz musimy siedzieć w tej dziurze, aż Styksowie i ich psy
łaskawie się oddalą! Tu nas nie znajdą, żywności mamy dosyć, broni także, ale
co z zadaniem? Mieliśmy zniszczyć te zbiorniki. Co teraz?!
- Wiem! Cały czas traktujesz mnie
jak dziecko. Ja także jestem renegatem!
- Renegatką. – poprawił, ale w jego
głosie nie wyczuła wzgardy.
- Renegatką. Wiem, że wszystko
zepsułam. To tylko moja wina. Powinnam się od ciebie odłączyć. Wybacz mi. – łzy
znowu utkwiły jej w gardle. Owszem, żył, ale mógł być odrobinę delikatniejszy.
Albo nie- w końcu inaczej nigdy tak by mu nie zaufała. Jednak i bez tych słów wiedziała, jak beznadziejnie wszystko zniszczyła.
- Nie, Elliott. Po prostu…
Oczekiwałem, że zachowasz się inaczej. – powiedział niespodziewanie, patrząc
jej ze smutkiem w oczy. Nie miał noktowizora, jego tęczówki lśniły w zielonym
blasku lampy. Rozczarowanie brzmiące w jego głosie sprawiło, że łzy same
wymknęły się spod kontroli. Codziennie znosiła reprymendy, wcześniej nawet
kary, samotne zwiady i polowania, ale nigdy, jeszcze nigdy nie słyszała w jego
głosie takiego żalu.
Chciała odejść, ale Drake pierwszy
zakrył twarz kapturem i oddalił się, zostawiając ją samą z myślami.
__________________________________________________________
Pierwszy rozdział. Jakoś poszło :D. Myślę, że regularność dodawania będzie dosyć... Nieregularna, ale obiecuję przynajmniej 3 rozdziały na tydzień c;
Dobranoc ♥.
__________________________________________________________
Pierwszy rozdział. Jakoś poszło :D. Myślę, że regularność dodawania będzie dosyć... Nieregularna, ale obiecuję przynajmniej 3 rozdziały na tydzień c;
Dobranoc ♥.
Pierwsza notka!
Witajcie!
Nigdy wcześniej nie prowadziłam bloga, i nie wiem, jak zacząć. Tak więc zacznę najprościej, jak się da- witam Was na moim blogu. Jak widać w opisie, jest to FanFiction oparty na serii "Tunele" Gordona i Williamsa.
Odkryjecie w nim codzienne życie dwójki buntowników, dla których priorytetem jest...
No właśnie. Co jest najważniejsze dla Elliott, zaledwie szesnastoletniej dziewczyny, a co dla młodego weterana Otchłani? Co będzie najważniejsze w obliczu śmierci, której zaglądają w twarz prawie codziennie?
Przekonaj się.
Nigdy wcześniej nie prowadziłam bloga, i nie wiem, jak zacząć. Tak więc zacznę najprościej, jak się da- witam Was na moim blogu. Jak widać w opisie, jest to FanFiction oparty na serii "Tunele" Gordona i Williamsa.
Odkryjecie w nim codzienne życie dwójki buntowników, dla których priorytetem jest...
No właśnie. Co jest najważniejsze dla Elliott, zaledwie szesnastoletniej dziewczyny, a co dla młodego weterana Otchłani? Co będzie najważniejsze w obliczu śmierci, której zaglądają w twarz prawie codziennie?
Przekonaj się.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)