- Jestem Styksem. - wypaliła.
Opuścił głowę.
Przyszedł przed chwilą, nieobecny, zamyślony, ukryty w cieniu kaptura.
Spojrzała na niego ze zdziwieniem, a on na nią z troską. Na twarzy Elliott odbijały się różne emocje, ale strach zagubionego zwierzątka brał górę. Z jej oczu wyzierało przerażenie, gdy powiedziała prawdę. Bała się jego reakcji. Tego, czy ją wypędzi, zabije- czy obdarzy wieczną pogardą.
Patrzyła oczami zastraszonej sarny, gdy opowiedziała o Eddie'm, o dzieciństwie pełnym podejrzeń i wiecznie niespokojnym śnie.
- Tylko teraz, tutaj, dokładnie w tej chwili, jedyny raz w życiu czuję się bezpieczna. - wyszeptała.
Nie odpowiedział.
- Ja... Jestem potworem. Pół- kolonistką, pół- Styksem. Ale zrozum, ja nie chcę! Ja...
Milczał.
Odkąd zaczęła rozmowę, nie odezwał się ani razu.
Spojrzała na niego z łzami w oczach.. Dwie krystaliczne krople wyżłobiły jasne strużki na brudnej twarzy, tworząc rozbrajająco smutny obraz.
Zwinnie przysunął się bliżej. Siedzieli w milczeniu przez kilkanaście minut, aż Elliott wypłakała wszystkie swoje smutki. Przytulił ją, silnie i zaborczo obejmując.
Dziewczyna ufnie oparła głowę na jego ramieniu. Mężczyzna nadal nie mówił nic, głaszcząc ją lekko po włosach. Jego ręka ześlizgnęła się nagle na policzek, i Elliott poczuła, jak rozmazuje jej łzy na twarzy. Najpierw powoli, uważnie kreślił jakieś symbole, potem wytarł wszystko wierzchem dłoni.
- Dlaczego czekałeś tak długo...? - zapytała.
- Tak jest lepiej. - odparł.
Słyszała bicie jego serca, przyspieszone, obce.
piątek, 5 kwietnia 2013
VI ; Cisza
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz