sobota, 6 kwietnia 2013

VIII; Maligna

Elliott z przerażeniem patrzyła, jak Granicznik po kolei wyjmuje i rozbraja każdą bombę, rzucając je niedbale w kąt. Nie mogła się ruszyć, mogła tylko patrzeć, jak Styks profanuje ich mały majątek, jedyny pewnik w ich życiu- przecież jeśli odciągniesz zawleczkę, wybuchnie zawsze. Bez wyjątku.
- Kim jesteś? - wychrypiała. Nie miała siły mówić ani krzyczeć, coś w niej się złamało.
Rozmyślała o poprzednim dniu. Jak siedzieli razem, a ona nie czuła różnicy. Jak ją obejmował, jak uspokajał samą obecnością. Był taki...
Nieprawdziwy. Teraz to widziała. Drake nigdy nie zachowałby się tak, jak ten mężczyzna. Nigdy nie potrafiłby tak wiele dać, objąć. On był stworzony do innego świata. Dla niej nie było tam miejsca.
- Kimś dosyć ważnym. Nie tylko dla Styksów. Ale ty, skarbie, nie musisz sobie zawracać głowy moim imieniem. Pociesz się tym, że niewiele osób je zna, księżniczko.
Syknęła.
- Zabiliście go?
- Drake'a? Nie, niestety nie. Uciekł, w ostatniej chwili. Chcieliśmy cię co prawda użyć jako przynęty, ale teraz widzę, że nic nie zyskamy.
Granicznik mówił to wszystko obojętnym głosem, ale to właśnie ta obojętność dotknęła ją najbardziej. Styks wierzył w to, co mówił.
Dla Drake'a nie znaczyła nic. Uciekł, gdy ją pojmali.
Zamknęła oczy, odgradzając się od świata.
"Starway to heaven..." - zaśpiewała cicho.
Nie miała nic do stracenia.

***
- W rękawie mam nóż. - odezwała się bezbarwnym głosem.
Styks przerwał monotonną pracę, w jego oczach błysnęło zdziwienie. Natychmiast się opanował. Szybkim krokiem podszedł do Elliott, zagłębiając dłoń w wylot rękawu. Faktycznie, znalazł tam mały, składany nóż.
- A, no właśnie, powinienem cię... Przeszukać. - zamruczał. - Dobrze, że przypomniałaś.
- Nie mam nic innego. Nic co mogłabym wykorzystać do walki.
- Skarbie, znam cię lepiej, niż myślisz. Ty w pięć minut zabijesz choćby liściem, chociaż nie mam pojęcia, jak.
Wzdrygnęła się. Od jak dawna ich obserwowali...?
- Powiesz mi wreszcie, co z nim? - zapytała przez zaciśnięte zęby.
- Musiało cię to wiele kosztować. - Styks uśmiechnął się, ale w jego oczach nie było nawet śladu wesołości. - A co cię to obchodzi?
Droczył się z nią... I to było przerażające. Zazwyczaj osobnicy jego pokroju nie zniżali się do poziomu renegatów, od razu ich zabijając. Co planował ten...?
- Obchodzi.
- Ale czemu? Jego jakoś nie...
Nie mogła się powstrzymać. Gdy wyjmował sztylet z jej rękawa, nieświadomie rozluźnił więzy. Wyszarpnęła rękę. Zamach trwał sekundę, upragniony odgłos- wieczność. Napawała się strużką krwi płynącą z jego ust.
- Tak się bawić nie będziemy. - syknął, lekko sepleniąc.
Przewrócił ją na ziemię i przykucnął obok. Wyjął krótki, wąski nóż. Jedną ręką przygniótł ją, nie dając możliwości ruchu. Druga trzymała nóż.
- Ale tak... Co ty na to? - zapytał, dotykając chłodnym ostrzem jej policzka.
Nieznacznie zwiększył nacisk. Nóż płynnie zarysował jej usta, obwodząc krwawą kredką kontur warg.
- Masz na imię Elliott, tak? Teraz dziewczyny bardzo lubią naszyjniki ze swoimi imionami. Co powiesz na tatuaż bez tuszu?
Kolejne minuty były zbyt długie, by przeżyć je, nie zasypiając. Tak wydawało się Elliott, która w końcu przestała odczuwać ból. Powieki zaczęły ciążyć, gdy straciła poczucie czasu. Krew płynęła, płynął czas. Co szybciej?
Granicznik uśmiechał się kpiąco, patrząc na nieprzytomną dziewczynę. Każdą milisekundę bólu odbił sobie jej minutą cierpień. Tak, był całkiem zadowolony.
- Nie martw się - szepnął. - Już niedługo...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz