piątek, 5 kwietnia 2013

VII ; Huśtawka


Elliott obudziła się, gdy płomienie dogasały, mimo to nadal było ciepło. Nie mogło jednak równać się z ciepłem, jakie poczuła, gdy wróciły wspomnienia. Wszystko było dobrze. Nie odrzucił jej, ani nie oskarżał. Znowu było jak dawniej. 
Nawet plecy przestały boleć i z prawdziwą przyjemnością przeciągnęła się, czując każdą kość. Ostatnie leniuchowanie się kłania- pomyślała. 
Uśmiechnęła się, gdy od wejścia dobiegł cichy odgłos stawianych kroków. Siedziała tyłem do ogniska, więc łatwo było udawać, że jeszcze śpi.
- Elliott... Wstawaj, musimy iść... Wstawaj, obudź się! - cichy głos dotarł do jej świadomości wraz z lekkim potrząśnięciem za ramiona. Otworzyła oczy i zamknęła je natychmiast, gdy zakapturzona postać potargała jej grzywkę, wsadzając włosy w nos i usta.
Z jednej strony, to wszystko było bardzo... Sympatyczne, ale Elliott ostatnio nie poznawała Drake'a. Wczoraj stał się naprawdę kimś innym, w chwili, gdy wreszcie pozwolił jej powiedzieć to, co chciała. Nie było to wiele, i może dla niego nic nie znaczyło, ale nigdy wcześniej nie czuła takiej ulgi. Nie zdawał sobie sprawy, jak dużo to dla niej znaczy. Po raz pierwszy naprawdę, prawdziwie czuła jego oddech przy swoim, i żaden z jego licznych pistoletów nie dźgał jej, jak zazwyczaj, gdy pomagał jej przy czymś.
Pomógł jej wstać, po czym odszedł dalej, szukając czegoś w plecaku. Delikatny brzęczyk zadzwonił w jej głowie, gdy lekkim ruchem wyrzucił z torby bombę kieszonkowych rozmiarów.
- Drake! Przecież niedawno ją uzbroiłeś, tego się nie rzuca! - krzyknęła, kładąc mu rękę na ramieniu.
- Wiem, przecież pamiętam. Ale ta nie będzie nam już potrzebna, gdy spałaś, unieszkodliwiłem większość.
- Większość...? Ale dlaczego? Przecież została nam tamta misja?
- Ta, którą zepsułaś, włażąc prosto w łapy Styksów? - zapytał, a w jego głosie zabrzmiała obca nuta. Strząsnął jej dłoń z ramienia. Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
- Ale co ty... Tak, ta sama. - zacisnęła zęby.
- Nie przejmuj się tym. Ty tu posiedzisz, a ja wrócę za dzień, dwa i będzie po wszystkim.
- Słucham? - zapytała, osłupiała. Albo to sen, albo koszmar, albo Drake wytrzasnął skądś skażony spirytus. Podobno cholerstwo długo trzyma.
- Nie przejmuj się tym, powiedziałem.
- Ale...
- Nie ma ale!
Elliott wciąż patrzyła na niego z niedowierzaniem. Nagle błysk dogasającego ognia odbił się szkarłatną łuną na długim, zakrzywionym sztylecie, którego fragment wystawał z pochwy za pasem. Zmarszczyła brwi, wciąż nie do końca kontaktując.
- To nie ty. - powiedziała ze stoickim spokojem.
- Naprawdę... Kochanie? - ciepły ton zastąpiło gniewne warknięcie. Gwałtownym ruchem odsłonił kaptur, wychodząc z cienia. Z bladej, pociągłej twarzy patrzyły na nią chłodne, stalowe oczy rozbawionego Granicznika. Nie zdążyła zareagować, gdy szarpnął ją do ziemi, siłą rozpędu zatykając jej usta ziemią i czyjąś kurtką. Bez śladu dawnej czułości związał jej nadgarstki sposobem, który znała tylko ona... I Drake. 
Odwrócił ją, nadal starając się, by nie mogła mówić.
- Jesteś pół- Styksem? Naprawdę? To takie... Słodkie. - roześmiał się, a jego zimny głos rozniosło echo. - Szkoda tylko, że on naprawdę by cię zabił. Chyba jednak go uprzedzę, co ty na to? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz