niedziela, 7 kwietnia 2013

X ; Wschód

Nie wiedziała, jak to możliwe, ale dzisiejsze przebudzenie się bolało jeszcze bardziej niż wczorajsze. Mięśnie paliły, nie mówiąc już o twarzy.
Ale Elliott przestała protestować. Pierwszy raz w życiu czuła takie... Zmęczenie. Apatię. Przyjmowała razy bez mrugnięcia, czasem tracąc kontakt z rzeczywistością. Był dopiero drugi dzień jej niewoli, ale czuła, jakby na barkach oparł jej się i zawalił cały dotychczasowy świat.
Styksowie o niej wiedzieli. Jej matka prawdopodobnie nie żyła. I... Nic nie znaczyła dla Drake'a.
Jego ucieczka nie bolała aż tak bardzo, chociaż Elliott wiedziała, że nigdy nie zrobiłaby tego samego.
Nie bolała, może dlatego, że nigdy nie miała nadziei, że będzie bliżej niego. Może dlatego, że jest tylko głupią szesnastolatką, niezasługującą na samą jego obecność.
Ale nie rozumiała jednego. Znali się od prawie roku... Dlaczego jej nie zabił? Granicznik nie opowiadał, jak to się stało, że Drake uciekł, zostawiając tylko Elliott.
Dlaczego jej nie zabił? Skoro nie mógł jej uratować, czy tak mało dla niego znaczyła, żeby nie wyświadczyć ostatniej przysługi? Przecież nie miałaby pretensji. Tak postąpiłaby ona. Drake tego nie zrobił.
Nadszedł Styks.
- Obudziłaś się już, księżniczko? To dobrze. Dziś przybędzie król! - uśmiechnął się zjadliwie.
Popatrzyła na niego z obojętnością. Powieki same opadły... Gdy nagle senność odegnała ciężka rękawica, uderzająca w jej policzek. Poczuła, jak ciepła krew zwilża jej twarz, spływając na brodę. Usłyszała cichy świst, zapowiedź kolejnych tortur, i powoli przymknęła oczy.
Ale uderzenie nie nastąpiło. Czekała i czekała, a sekundy były jak godziny. Tylko jedno głuche stąpnięcie. A ona wciąż czekała.
Z trudem rozwarła opuchnięte powieki... I zachłysnęła się własnym oddechem. Granicznik leżał nieopodal, a z jego głowy wyzierała otwarta rana. Znad jego ciała podnosiła się ciemna postać.
- No, załatwione. Przynajmniej jedno z głowy. - powiedziała.
Elliott nie rozumiała. Ciężkostrawne słowa przepływały obok, a ona już widziała cudowną łąkę z tamtego snu.
Nie poczuła, jak Drake obejmuje ją, cierpliwie zmywając krew z twarzy.

***
Poradził sobie bez trudu. Styks był całkowicie zaskoczony, więc Drake z łatwością zabił przeciwnika.
- Szkoda, że zabić można tylko raz. - szepnął, patrząc na Elliott. Uklęknął obok niej, a samotna łza spłynęła po jego policzku, by spaść na jej twarz. Nie zareagowała.
Drake ścisnął w pięści brudny, zmiętoszony, brązpwy kosmyk włosów.
Pochylił się nad nią, delikatnie obmywając rany. Każda była tylko powierzchowna, ale musiały boleć bardziej, niż jedna poważna. Czystą szmatką dotykał jej twarzy, starając się zadać jak najmniej bólu. Zamknął oczy w rozpaczy, gdy dziewczyna nieświadomie zacisnęła dłoń na jego przedramieniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz