wtorek, 26 marca 2013

I ; Pomyłka



***

Zapadła ciemność. Nic nie zakłócało idealnej ciszy nocy, nic nie kradło jej uroku. Wszystko tonęło w aksamitnej czerni. 
Do czasu.
Trzasnęła gałązka. Dziewczyna zaklęła pod nosem, kręcąc gwałtownie gałką noktowizora. Usłyszała ciche cmoknięcie- wiedziała, że wyraża dezaprobatę. Jej towarzysz skrzywił usta, nasłuchując. Wiedziała też, że w tej chwili przekreśliła wszelkie ich plany. Nadal nie potrafiła poruszać się w tak absolutnej ciszy, jak on. Mimo to zamarła w bezruchu, nauczona doświadczeniem. Gdy dotrą do obozu, na pewno dostanie za swoje. Ale na razie musieli martwić się o to, czy dotrą. 
Nie musiała patrzeć na jego twarz, by domyślić się, co ma zrobić. Zwinnie jak kotka przesunęła się z jednego cienia do drugiego, po kilku sekundach docierając do jaskini. Stopiła się ze ścianą, w myślach modląc się, żeby wszystko poszło dobrze. Żeby...
Jej rozmyślania przerwał huk wystrzału. Serce jej zamarło. Mają go. Wszystko przez jej głupotę... Z oddali dobiegło ujadanie psów. Wyły, łapały trop. Zaschło jej w gardle z przerażenia, gdy jeden z nich, wyraźnie widoczny na tle księżyca, zawył do pełni, swoim krzykiem zagłuszając pozostałe.
Skarga nieznanego, zniewolonego stworzenia rozszerzyła jej źrenice. Wciąż pozostawała w bezruchu, licząc na to, że muł i błoto skutecznie ją zamaskują.
I wtedy poczuła, jak czyjaś dłoń zaciska się na jej przedramieniu. Zmartwiała. Silna ręka pociągnęła ją do tyłu, a prawie niesłyszalny głos wyszeptał:
- Koniec zabawy, zmywamy się.
Nawet nie drgnęła, ale z jej serca spadł ogromny kamień. Żyje. Otarła łzy, które nie zdążyły spaść. Starała się wytrzeć je szybko, ale i tak usłyszała ciche prychnięcie z tyłu. Uśmiechnęła się, chociaż wycie psów przybliżało się coraz bardziej. 
- Chodź. - szepnął. Zagłębił się dalej w jaskinię, zdecydowanie stawiając kroki. Nigdy wcześniej nie była tutaj, ale widocznie jej towarzysz znał to miejsce.
Bezszelestnie podążyła za nim, rozsypując za sobą czarny proszek. Wypaliłby węch psom, które szłyby za nimi. 
- Pospiesz się!
Dziewczyna ruszyła dalej, gdy nagle spostrzegła, że... Jej towarzysz zniknął. Wytężała wzrok z całej siły, podkręcając ostrość noktowizora. 
- Tu jestem! Po lewej masz występ... Skacz! 
Rozejrzała się wokół- po lewej ręce faktycznie miała wielki głaz, jakby wtopiony w skałę. Bez zastanowienie skoczyła. Przez te kilka miesięcy nauczyła się mu ufać.
Spadała przez kilka sekund, aż poczuła gwałtowne szarpnięcie. Runęła na jedno kolano, coś złowieszczo trzasnęło. Jednak zanim uderzyła głową o kolejny kamień, silne ręce podtrzymały ją i nie pozwoliły upaść. Z ulgą poddała się im, gdy postawił ją na nogi- była już tak przyzwyczajona do tych skórzanych rękawic i wystającej praktycznie zewsząd broni, że instynktownie reagowała na to spokojem.
Wiedziała, że specjalnie chwycił ją dopiero po wywrotce. Mógł temu zapobiec, jak zawsze, ale jak zawsze postarał się, żeby lekcja była skuteczna- a najlepszym nauczycielem jest ból. Tak więc kolano bolało jak wszyscy diabli, ale zapamiętała- nigdy nie skacz na jedną nogę. To się może źle skończyć.
- Czy… - zniżyła głos do szeptu.
- Nie musisz szeptać. Jesteśmy bezpieczni. – przerwał jej.
Jesteśmy bezpieczni. Dwa najcudowniejsze słowa, jakie usłyszała w życiu. Cudowne, cudownie nieprawdziwe. Nigdy nie byli.
- Co, tak bardzo boli? – zapytał, nawet nie patrząc na twarz dziewczyny. Wyrażała troskę i cierpienie, ale wiedziała, tak jak i on wiedział, że nie chodzi o nogę.
- Nie. Po prostu… Jestem na siebie wściekła.
- I powinnaś. Zniszczyłaś całą naszą misję. Teraz musimy siedzieć w tej dziurze, aż Styksowie i ich psy łaskawie się oddalą! Tu nas nie znajdą, żywności mamy dosyć, broni także, ale co z zadaniem? Mieliśmy zniszczyć te zbiorniki. Co teraz?!
- Wiem! Cały czas traktujesz mnie jak dziecko. Ja także jestem renegatem!
- Renegatką. – poprawił, ale w jego głosie nie wyczuła wzgardy.
- Renegatką. Wiem, że wszystko zepsułam. To tylko moja wina. Powinnam się od ciebie odłączyć. Wybacz mi. – łzy znowu utkwiły jej w gardle. Owszem, żył, ale mógł być odrobinę delikatniejszy. Albo nie- w końcu inaczej nigdy tak by mu nie zaufała. Jednak i bez tych słów wiedziała, jak beznadziejnie wszystko zniszczyła.
- Nie, Elliott. Po prostu… Oczekiwałem, że zachowasz się inaczej. – powiedział niespodziewanie, patrząc jej ze smutkiem w oczy. Nie miał noktowizora, jego tęczówki lśniły w zielonym blasku lampy. Rozczarowanie brzmiące w jego głosie sprawiło, że łzy same wymknęły się spod kontroli. Codziennie znosiła reprymendy, wcześniej nawet kary, samotne zwiady i polowania, ale nigdy, jeszcze nigdy nie słyszała w jego głosie takiego żalu.
Chciała odejść, ale Drake pierwszy zakrył twarz kapturem i oddalił się, zostawiając ją samą z myślami.




__________________________________________________________
Pierwszy rozdział. Jakoś poszło :D. Myślę, że regularność dodawania będzie dosyć... Nieregularna, ale obiecuję przynajmniej 3 rozdziały na tydzień c; 

Dobranoc ♥.

2 komentarze:

  1. Ciekawe opowiadanie...Dopiero teraz znalazłam twój blog i muszę powiedzieć,żałuję,że nie znalazłam go wcześniej.Tunele wymiatają...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Wymiatają :D. i dziękuję C;

    OdpowiedzUsuń